Właśnie pomyślałam, że ten blog to niezła sprawa. W końcu będę pamiętać kiedy i co posadziłam. Z reguły liczę na niezawodną pamięć, która niestety po dwóch miesiącach oświadcza - "sorry, miałam w tym miejscu defragmentacje dysku" ;-)))".
Oglądam teraz liście jakiejś roślinki i zastanawiam się, czy to zatrwian wrębny czy inne cudo. Oczywiście opakowania wywaliłam, a etykietki gdzieś przepadły. Nie kwitnie, niby jednoroczny - co jest..? Pewnie za późno posiany....
Nareszcie przestało padać. W końcu posadziłam hiacynty i szachownicę. Na resztę nie starczyło czasu, bo sadziłam dopiero po południu.
Zawsze jest tak, że jak ładna pogoda, to wtedy albo muszę iść za zajęcia, albo pełnia lub nów. Aszsz... A jak mam wolne, to systematycznie od piątku do poniedziałku włącznie - leje....
Ogólnie - hiacyntów w różnych kolorach - 10 szt. Szachownica - tylko jedna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz